Pracowity tydzień

Trochę ostatnio mniej nas było na blogu... Ale mamy coś na swoje usprawiedliwienie. I oczywiście obiecujemy poprawę:)

1) Po pierwsze O miał w sobotę imprezę z okazji pierwszych urodzin. Jako, że jego mama ma fach cukierniczy w ręku wszystko postanowiła upiec sama. I oczywiście nikt inny nie zrobiłby tego lepiej... Jej Snickers po dziś dzień chodzi mi po głowie. Och palce lizać:)

2) Po drugie u H pojawił się kolejny ząb. Nie było łatwo... Przez dwie ostatnie noce H budziła się średnio co godzinę. Do tego jeszcze pojawił się brzydki katar i kaszel. Jutro idziemy do lekarza bo niestety nie przechodzi. Musimy wyleczyć się do świąt i urodzinowej imprezy H, która już lada moment:)

3) Po trzecie pracowałyśmy nad przygotowaniem zamówienia dla naszego małego klienta:) Mama Wiktorka zakochała się w sówkach i chciała je mieć u siebie jak najszybciej. No to maszyny poszły w ruch i tak oto powstało kolorowe zamówienie. Mama Wiktorka ma nadzieję, że sowy pomogą mu zamienić łóżko rodziców na swoje własne. Trzymamy kciuki, oby się udało:)






Teraz czekamy na wiosnę i na materiały. Jak tylko przyjdą zabieramy się do pracy. Pomysłów w głowie jest bardzo dużo. Będą kotwice i trochę klasyki, czyli to co nigdy nie wychodzi z mody:) A do tego coś praktycznego. Póki co zapraszamy Was do obserwowania naszego bloga.

Pozdrawiamy:)
LuLajkowe mamy